Już się cieszycie, że znowu o romansach? A nie. Tym razem o babach. Babkach, babeczkach. O całej tej siostrzanej grupie wsparcia, która powoduje, że chce nam się żyć, śmiać i łapać dystans. O przyjaciółkach, bez których kobieta do reszty by zwariowała we współczesnym świecie.

Całkiem dobrze jest przyjaźnić się z własnym mężczyzną. To akurat ułatwia życie. Na starość będziecie mieli o czym pogadać, może już macie wspólne hobby. Gratuluję. Ale nie musicie. Każde z Was może mieć swoje ulubione klocki do zabawy. Ja, na przykład, nie lubię wędkowania w dziczy z komarami, a Aktualnie Najdroższy nie znosi plażowania w tłoku w Mielnie, ale jakoś nie powoduje to karambolu na wspólnej drodze życia. Po prostu są objazdy, a czasem ronda. Ja takim rondem potrafię jeździć do skutku, aż postawię na swoim. I oczywiście jestem najlepszą na świecie nawigacją i to bez satelity. Zawsze wiem najlepiej.

Ale nie samym związkiem człowiek żyje. Do dobrostanu potrzebni są jeszcze przyjaciele i, co najważniejsze, przyjaciółki. Siła kobiecej przyjaźni jest nie do przecenienia. Spodobała mi się wiadomość o wyniku amerykańskich badań: częstotliwość kontaktów z przyjaciółmi podnosi dobrostan psychiczny dwa razy bardziej niż kontakty z członkami rodziny. No ba.

Lily Tomlin powiedziała: „Kobiety przyjaźniące się z innymi kobietami są w lepszej formie, mniej chorują i żyją dłużej”.

Czy trudno jest się przyjaźnić z kobietami? I tak, i nie. To tak jak generalnie z przyjaźniami: są szczere, lub powierzchowne. A czasami wcale nie są przyjaźniami. Dlatego bez różnicy jest płeć, prawdziwy druh to zawsze rarytas. Oddanie, szczerość i akceptacja, czas i zaangażowanie to złota recepta.

Z raportu kobiet Mobile Institute wynika, że Polki wolą przyjaźnić się z kobietami (35%). Natomiast 24% woli przyjaźń z mężczyznami, a dla 41% z nas płeć nie ma znaczenia. Jestem w 41 procentach, ale tak się składa, że przyjaźnie damskie doceniam coraz bardziej. Najwyraźniej trafiłam na fantastyczne dziewczyny. Są moją kamizelką bezpieczeństwa i sama dla nich zrobię dużo.

Druga kobieta to pokrewny byt, jeśli masz ją po swojej stronie, to niemal nie ma takiej przeszkody, której nie da się obejść. Intuicja i kreatywność to coś, co mamy w genach po babciach, które z jednego ogródka potrafiły dostarczyć zaprowiantowania witaminowego całej rodzinie i po mamach, które z farbowanej pieluchy tetrowej (i to deficytowej) umiały uszyć „bananową” spódnicę. Umiemy wspólnie znaleźć life hack na wszystko i wszystko znaleźć za bezcen.

W czym jesteśmy najlepsze? W psychoterapii. Faceci zwierzają się dopiero jak coś się zawali i zwykle trudno im jest robić to na trzeźwo. My dajemy radę otworzyć się bardzo intymnie jak coś nas uwiera i nie ma nic lepszego niż babski wieczór kaloryczno - terapeutyczny. Do przyjaciółki można zadzwonić w środku nocy i ze środka lasu. Przyjedzie. Poda ramię i kieliszek prosecco, albo klemy do akumulatora. Panowie, śmiejecie się z naszego „paplania”? Potrafimy mówić i dlatego dobrze się dogadujemy. Polecamy uwalnianie negatywnych emocji w porządnym wygadaniu się.

W czym jeszcze jesteśmy świetne razem? W organizacji. Współdziałanie idzie nam jak burza. Nie jestem idealistką, mam bardzo racjonalne podejście do życia i relacji. To miasto jest pełne niesamowitych kobiet, które potrafią zebrać siły i wspólnie wleźć gdzie diabeł nie daje rady. Spójrzcie ile szczecinianek prowadzi fajne inicjatywy, ma ciekawe profesje i ile w tym odwagi. Największą moc ma nasza damska poczta pantoflowa. Zazdrość i rywalizacja mogą się pojawiać. Nawet w głębi duszy, bo są ludzkie, ale solidarność wygrywa częściej. Popatrzcie na ostatnie wybory. Okazało się, że nasze majtki – nasza sprawa, niezależnie od przekonań.

Najlepiej się razem biega, pracuje, tańczy, gotuje, baluje, urlopuje, stroi, cyklinuje, praktykuje karate czy garncarstwo, Najlepiej się razem gada. Omawia się świat, politykę, ekonomię, gastronomię, edukację, patriarchat, religię, uprzedzenia, stres, dietę i seks. Oraz te jeszcze inne kobiety, dobra, zdarza się. Bardziej jednak obgaduje się facetów. Tak jak oni nas!

Nikt nie rozumie mnie tak, jak druga kobieta. Na każdym etapie życia towarzyszą mi: mama, babcia, siostra, kuzynki, ciocie, koleżanki, współpracowniczki. Bliskie, kumpelki, przyjaciółki. Bratnie, a raczej siostrzane dusze. Jedna płeć, jedna liga – Lady Sapiens. Rozumiemy się instynktownie, czasem chyba nawet uprawiamy telepatię. Wiemy co nas boli i co nas może boleć. Czujemy podobnie w różnych momentach i miewamy te same problemy. Dorastamy, dojrzewamy, będziemy się starzały razem. Te same schematy i błędy, te same nawyki i przywary. Jesteśmy takie podobne i tak zupełnie różne. Tego nie zrozumie nikt odmiennej płci. I chyba nie musi. Tak jest ciekawiej!

Ten felieton dedykuję wszystkim moim Thelmom i Louisom: Gosiom, Anecie, Irenie, Hani, Ilonie, Oli i jeszcze wielu innym wspaniałym damom. Za wszystkie wytwarzane wspólnie endorfiny, oksytocynę i kimchi.

Prestiż  
Styczeń 2024